Zapraszam na pierwszy odcinek cyklu pt. „TED – jak się robi takie mowy”.  Dziś odpowiemy na pytanie – jak rozpocząć publiczną wypowiedź? 

Oczywiście, jak zapowiadałem, wszystko to, co znajdziecie w dalszej części tych rozważań, prowadzone jest z perspektywy – by tak rzec – metodycznej. To znaczy, zajmuję się przygotowywaniem ludzi do takich wystąpień, ale też – nałogowo – obserwuję i śledzę wygłaszane mowy z tej właśnie metaperspektywy. Rozbieram je na kawałki, analizuję zastosowane sposoby, śledzę tok wywodu, etc.  

Teraz zaczynamy od… początku, bo tu – przynajmniej dla mnie – już widać, czy mamy do czynienia z osobą, która wie (o co chodzi w temacie komunikacji z dużą grupą odbiorców), czy nie wie nic, lub prawie nic i mówi: „Dzisiaj opowiem o…” i przechodzi do tematu.

Dlaczego ważne jest inne otwarcie? Jeżeli zapytacie uczestników typowej prezentacji, z jakim nastawieniem przychodzą na spotkanie, to okaże się, że przez ich głowę przetaczają się myśli: „Mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, a muszę teraz tu siedzieć przez pół godziny”, „Znowu będzie to samo”, „Po co to spotkanie?” itp.

Wyciągam z tego bardzo realistyczny wniosek – ludzie, którzy przychodzą na prezentację, są raczej nastawieni na „nie”, dlatego pamiętaj – zastosuj zasadę „3xZ”: 

„zainteresuj – zjednaj – zapowiedź”, 

czyli publiczność niechętną zmień w zainteresowaną, rozproszoną – w skoncentrowaną i masz na to 60 sekund! 

To pierwsza minuta decyduje, czy słuchacze udzielą nam swojej uwagi i zainteresowania, czy też tego nie zrobią. A jeżeli ten moment spartaczymy, jeżeli nie wzbudzimy owego pożądanego efektu bliskiego stanowi „wow”, to pociąg odjedzie, a my z walizkami pełnymi dobrych argumentów i przekonujących przykładów zostaniemy na pustym, szarym i nieco chłodnym peronie.

Owe 60 sekund przedstawiłem w książce „Prezentacja publiczna. Mów komunikatywnie, oryginalnie i przekonująco”, którą pisałem w 2003 roku. Teraz pewnie powiedziałbym: „mamy 30–40 sekund”: czasy się zmieniły, wzrosły oczekiwania publiczności oraz wymagania względem mówców.

No dobrze, wiemy już, co należy zrobić – mam zainteresować słuchaczy, zjednać publiczność a dopiero potem zapowiedzieć temat, więc postawmy krok dalej i odpowiedzmy sobie na pytanie – jak to praktycznie zrobić? 

Popatrzmy na kilka przykładów z tegorocznego TEDxWarsaw.

Ola Laudańska w mowie pt. „Zabierz babcię na siłownię” rozpoczęła tak:

„W czasie, gdy będę do Was mówić, gdzieś w Polsce starsza osoba przewróci się i złamie biodro. Być może właśnie teraz jakaś 70-latka – może nawet babcia kogoś z Was – leży na podłodze w swojej kuchni i nie może się ruszyć. Ryzyko, że nie dożyje kolejnej edycji TEDxWarsaw, wynosi aż 30 procent.

W tym samym czasie inna 70-latka robi kolejną serię przysiadów ze sztangą. To są dwie zupełnie różne wersje starości. Jedna z tych kobiet będzie niedługo potrzebować pomocy przy wstawaniu z łóżka. Druga – będzie mogła żyć tak, jak chce. Różnica między nimi to nie geny. To decyzje.

Wyobraźcie sobie, że jestem Morfeuszem z Matrixa i pokazuję Wam dwie pigułki. Jedna daje siłę, sprawność i niezależność. Druga – powoduje kruchość i zależność od innych. Po którą sięgacie?”.

W tym wypadku mamy do czynienia ze zręcznym wykorzystaniem kilku technik.

Pierwsza: zaskakująca informacja (technika „ciekawostka”) włożona w „tu i teraz” naszej publiczności: „W czasie, gdy będę do Was mówić, gdzieś w Polsce starsza osoba przewróci się i złamie biodro. Być może właśnie teraz jakaś 70-latka – może nawet babcia kogoś z Was – leży na podłodze w swojej kuchni i nie może się ruszyć. Ryzyko, że nie dożyje kolejnej edycji TEDxWarsaw, wynosi aż 30 procent”.

Druga: przywołanie kultowej sceny z znanego filmu „Matrix”, gdzie Morfeusz stawia przed głównym bohaterem wyzwanie w postaci wyboru między dwiema tabletkami. Często ten sposób rozpoczęcia wzmacniany jest przez puszczeniem fragmentu – w tym wypadku sceny filmowej. W takim ujęciu (zastosowanie środków audiowizualnych) mamy względną pewność, że obraz, muzyka i dialogi ściągną uwagę ludzi będących na widowni.

I wreszcie trzeci sposób wykorzystany przez Olę – pytanie skierowane do publiczności.

Na razie nie będę analizował atutów każdego z wymienionych sposobów, a jedynie zaznaczę – we wstępie można wykorzystać jednocześnie kilka technik. A jeżeli zrobimy to dobrze, to uzyskamy pożądany efekt. Nie będzie wrażenia przeładowania („za dużo grzybków w barszczu”), czy też poczucia pretensjonalności prezentera. Wprost przeciwnie – ujawni się lekkość, wprawa i jakiś rodzaj kunsztu mówcy.

Sięgnijmy po kolejny przykład, mowę Ani Krzyżanowskiej, która jest inżynierką i naukowczynią i poruszyła temat napięcia między: „dynamicznym rozwojem technologii” a „autonomią człowieka”. 

Ania rozpoczęła następująco:

„Niech podniesie rękę ten, kto ma na ręku smartwatch.Widzę. Połowa sali. Może trochę więcej. Ja też mam. I wiecie co? Zanim weszłam na tę scenę, mój zegarek zdążył zmierzyć moje tętno 47 razy. Sprawdził, jak spałam ostatniej nocy. Ile razy się wybudziłam. Ocenił mój poziom stresu. I szczerze? W tej chwili on wie o mnie więcej, niż ja sama jestem w stanie poczuć. Twój pewnie też. A to dopiero zegarek.

W laboratorium, w którym pracuję, tworzymy czujniki, które potrafią jeszcze więcej. Można je wpleść w koszulkę, wkleić w plaster, wszyć w opatrunek. Nie czujesz ich na skórze, ale one czują Ciebie. I właśnie dlatego chcę dziś z Tobą porozmawiać.”

To klasyczne rozpoczęcie z zamiarem zaangażowania publiczności przez zadanie retorycznego pytania oraz, to kolejna technika – posłużenie się rekwizytem/artefaktem (zegarek). 

Co daje nam wykorzystanie rekwizytu?

Po pierwsze – szybko i skutecznie koncentrujemy uwagę słuchaczy na treści, którą prezentujemy, wszyscy z pewnym zainteresowaniem czekają, co powiemy w dalszej części naszej wypowiedzi. 

Po drugie – w przystępny i obrazowy sposób prezentujemy określony atut swojego produktu, a skomplikowana idea, czy złożona usługa zostaje sprowadzona do czegoś bardzo namacalnego.

I wreszcie po trzecie – jeżeli sprzedajemy usługę, która ze swojej natury jest niematerialna, to „materializujemy to, co jest niematerialne”, np. to, co dzieje się między osobami podczas świadczenia usługi (doradca – klient, lekarz – pacjent, trener – grupa), przez rekwizyt zostaje wydobyte na światło dzienne i staje się jakoś „widzialne” w trakcie naszej wypowiedzi.

Przywołam w tym miejscu postać Steve’a Jobsa, który celował w zastosowaniu tej techniki. 

Scena 1 – Jobs chciał zademonstrować rewolucyjne rozmiary nowego Mac’a (pierwszy model laptopa, który był tak płaski). Pamiętacie, co zrobił? Otóż pokazał zwykłą pocztową kopertę̨, do której włożył MacBooka. Efekt? Zaskoczenie publiczności i fala pozytywnych opinii na rynku. 

Scena 2 – słynny Jobs opowiadał o rożnych funkcjach w najnowszym iPodzie. W którymś momencie zapytał: „Wiecie, po co jest ta kieszonka?” (wskazując jednocześnie na małą kieszonkę̨, którą̨ każdy zna, ale nikt nie wie, do czego praktycznie służy (tę znajdującą̨ się̨ w klasycznych dżinsach), a potem dorzucił: „Ona jest po to, by włożyć́ do niej to miniaturowe urządzenie do słuchania muzyki”. 

Przejdźmy do kolejnej osoby z tegorocznego warszawskiego TEDx. Anna Przybyll, która w swojej mowie dowodziła prawdziwości tezy – „poezja jest kompetencją przyszłości” rozpoczęła tak:

„Obserwując to, co dzieje się dookoła, popełniłam wiersz, którego fragment brzmi: „Dziś świat pachnie pikselami, miłość ma regulamin, nikt już nie mdleje z tęsknoty, co najwyżej z braku zasięgu”. To fakt: żyjemy w świecie algorytmów, ale to intuicja wciąż próbuje przebić się przez szum danych.

Przez tydzień scrollujemy mniej więcej tyle, ile mierzy 15 Pałaców Kultury ustawionych jeden na drugim. 3,5 km. A ciekawostką jest to, że wykonujemy około 10-centymetrowy ruch palcem po ekranie. Przewijamy informacje. My ich nie czytamy. Jak przewijamy, to nie myślimy. A im więcej przewijamy, tym mniej myślimy.

I co z tym począć? Wiem, że to, co powiem, zabrzmi zaskakująco, niemniej zaryzykuję stwierdzenie: jednym z najlepszych treningów myślenia jest dziś poezja. Może się ona okazać jedną z najistotniejszych kompetencji przyszłości.

Tak. Jeśli ktoś na czerwonej kropce mówi, że rozwiązaniem problemów współczesnego świata są wiersze, brzmi to jak początek bardzo krótkiej kariery mówcy. Jednak od ponad 30 lat czytam i piszę poezję i z doświadczenia wiem, że to coś więcej niż hobby”.

Przyznacie – oryginalne rozpoczęcie! A co zostało wykorzystane? Po pierwsze cytat – Ania przytoczyła fragment swojej poezji, następnie (sposób drugi) przywołała ciekawostkę związaną z tym, że scrollujemy mniej więcej tyle, ile mierzy 15 Pałaców Kultury ustawionych jeden na drugim – 3,5 km. I wreszcie po trzecie – humor. 

Z tych trzech odniosę się do ostatniego – humoru i jego pewnej, dość specyficznej odmiany. Tej, którą wszyscy cenią, która trafia do każdego, ale niestety niewielu na nią stać, czyli… autoironii: „Jeśli ktoś na czerwonej kropce mówi, że rozwiązaniem problemów współczesnego świata są wiersze, brzmi to jak początek bardzo krótkiej kariery mówcy.” Autoironiczne! 

A zastosowana w publicznej wypowiedzi autoironia, to sprawdzona recepta na skuteczny stylu uczenia/inspirowania, który wyzwala u słuchaczy chęć podążania za takim mówcą – bo „wreszcie znalazł się ktoś autentyczny i odważny”. 

Taki prezenter wyraźnie dystansuje się wobec napuszonego towarzystwa „wybitnych” mówców bez skazy. Tych, którzy nie otwierają ani serca, ani umysłu publiczności, tylko scyzoryk w kieszeni. A prezenter, który potrafi żartować z siebie, pozyskuje publiczność, tak dla siebie, jak i dla tematu. 

Przejdźmy teraz do kolejnej mowy Agnieszki Słoneckiej z firmy Google, która rozwijała myśl o wartości czytania literatury science fiction i myślenia o wizjach przyszłości. Tu tylko dodam, że w tym roku miałem dużą przyjemność pracować razem z Agnieszką.

A wszystko rozpoczęło się tak:

 „Opowiem Wam o Winstonie Churchillu, który za swoje czterotomowe pamiętniki z dwóch wojen światowych dostał Literacką Nagrodę Nobla. Czy ktoś z Was je czytał? 

Tak myślałam. 

Ale pewnie większość z Was zna zdanie, które Churchill napisał po przeżyciu dwóch wojen światowych: „Historia uczy, że historia niczego nie uczy”.

Spójrzmy prawdzie w oczy: jesteśmy wyjątkowo opornymi uczniami. Od wieków analizujemy: te same imperia, te same kryzysy, tych samych dyktatorów.

Z jedną zasadniczą różnicą. Teraz te same błędy popełniamy szybciej i skuteczniej dzięki technologii, którą mamy w ręku. A co, jeśli patrzymy nie w tę stronę, co trzeba? Wyraźnie widać, że nauka z przeszłości słabo nam idzie.

Więc zamiast męczyć nasze dzieci HiT-em – historią i teraźniejszością – zaproponujmy im PiT – Przyszłość i Teraźniejszość, na podstawie literatury science fiction”.

W pomyśle zastosowanym przez Agnieszkę mamy cały zestaw wykorzystanych sposobów: jest przywołanie znanej postaci oraz jej wypowiedzi, czyli technika cytatu: „Historia uczy, że historia niczego nie uczy”. Następnie pojawił się „kontrast” – zestawienie podręcznika „HiT” z nową książkową propozycją o wdzięcznym tytule – „PiT”.

Dodajmy tylko, że nazwa „Przyszłość i Teraźniejszość” wiązała się ściśle z tematem jej wystąpienia, czyli uczeniem się „z przyszłości” dla naszej „teraźniejszości”, gdzie dalsza treści tej mowy podzielona została na cztery lekcje. Lekcje „z przyszłości”.

Oczywiście, wartością samą w sobie było paradoksalne stwierdzenie – „uczenie się z przyszłości”, bo przecież uczymy się tylko z tego, co już było, z minionego, a tu prelegentka stwierdza: „zmieńmy nasz wektor i popatrzmy w przyszłość”.

Zauważcie też, że po raz kolejny powtarza się wykorzystanie techniki cytatu, więc może warto zaznaczyć na czym polega istota tego sposobu oraz, co za jego pośrednictwem uzyskujemy podczas prezentowania. 

Otóż, technika cytowania polega na przywołaniu czyjejś myśli i w ten sposób do naszej wypowiedzi wnosimy coś z zewnątrz i…. wcale tego nie ukrywamy! Wprost przeciwnie, mocno podkreślamy, że to nie nasze, a zapożyczone. 

Dzięki wykorzystaniu tego sposobu uzyskujemy 5 korzyści i tak…:

  1. Urozmaicamy prezentację. Cytat chroni naszą wypowiedź przed jednorodnością̨ i potencjalną monotonią, bo do naszego publicznego monologu, co chwilę wkracza jakaś nowa postać i dodaje coś od siebie. 
  2. Wyrobienie mówcy. Tworzymy wrażenie lekkości i swobody w wypowiadaniu się̨ na forum, a nasza wypowiedź płynie wartko i porywa ze sobą̨ słuchaczy. 
  3. Perswazyjność naszego przekazu. Cytując, uzyskujemy dodatkowe potwierdzenie dla prezentowanych przez nas też, a autorytet cytowanego oraz jego wypowiedź uwiarygodnia nasze argumenty. 
  4. Wiarygodność mówcy. Stosując czyjąś wypowiedź, zwiększamy swoją wiarygodność́, bo np. cytując specjalistów, sugerujemy, że znamy się̨ na omawianym temacie, a przywołując wypowiedzi ludzi z innych obszarów niż nasz kontekst zawodowy możemy stworzyć́ wrażenie erudycji. 
  5. Przestrzeń do manewrowania. Stosowanie cudzych wypowiedzi pozwala nam wyostrzyć jakieś stanowisko, ponieważ zawsze po zaprezentowaniu takiej myśli możemy powiedzieć, że to „za mocno powiedziane, ale jest coś na rzeczy, bo…”. 

Tyle o technice cytatu oraz kilku sposobach na rozpoczęcie publicznej prezentacji. W kolejnym odcinku odniosę się do pozostałych mów z tegorocznego TEDxWarsaw. 

PS. A na zakończenie tej lekcji dotyczącej wstępu do prezentacji, pozostawiam was z jedną myślą. Rozpoczynając tę część stwierdziłem – „początek tu widzę, że ktoś wie jak mówić do dużej grupy ludzi”, ale winienem wyjaśnienie, więc sięgnę po przykład. 

Duża konferencja bankowa. Temat: „Zaufanie klienta jest prezentem dla naszej firmy”. Na środek sceny wychodzi pani dyrektor HR z dużym, pięknie opakowanym prezentem. Stawia go na wcześniej przygotowanym stoliku i do 300 zgromadzonych menedżerów mówi: 

– „Zaufanie naszych klientów jest dla nas jak wielki prezent”. 

Pamiętam, siedziałem tuż obok i pomyślałem: „Wow, świetny gadżet oraz bardzo trafna i plastyczna metafora”. Niestety, potem było już tylko coraz niżej i coraz słabiej. Wychodził brak samodzielnej refleksji, odgrzewane kawałki i jakaś intelektualna paplanina. A ja, siedząc tam, pomyślałem: „Może niepotrzebnie robiłaś taki dobry wstęp… Lepiej było już od początku paździerzem po oczach, bo byłoby wiadomo, co nas czeka.” 

Często w takich sytuacjach przywołuję słynne słowa Hitchcocka: „Dobry film powinien rozpocząć się od trzęsienia ziemi”. To święte słowa, ale… twórca „Ptaków” na tym wcale nie skończył, bo na jednym wydechu powiedział coś jeszcze: „a potem należy tylko dawkować napięcie”. Czyli dobry wstęp z wykorzystaniem gadżetu daje nam intrygujący, ciekawy start, ale też wyznacza poziom, który teraz musimy utrzymać albo nawet nieco przekroczyć, tak więc nie chodzi o jakiś tani retoryczny zabieg, ale o określenie stylu w jakim zamierzamy mówić. I często tak właśnie mówi się podczas konferencji TEDx!