Przygoda z książką „Krasnale, rzecz o kreatywności i zmianie”

Pisałem o krasnalach, ale myślałem o ludziach. Jednak ludzi nie traktowałem jak krasnale.

Oczywiście sam zabieg jest bardzo ograny, to znaczy – mówić o czymś ludzkim, ale udać się w inne, odległe światy. Wystarczy przywołać znakomitą książkę George’a Orwella „Folwark zwierzęcy”, gdzie w realiach gospodarstwa, błyskotliwy autor opisał życie społeczeństwa szczelnie zamkniętego przez totalitarny system.

Wykorzystałem więc taki pomysł i przez perypetie grupy przyjaciół krasnali opowiedziałem o dwóch zagadnieniach. Tematach, które wydają się bliźniacze – „zmiana” i „kreatywność”. Bo, czy nie jest tak, że zmiany pojawiające się w świecie, rodzą konieczność twórczej odpowiedzi, a powstałe nowe pomysły (idee, produkty, usługi) generują nowy ruch w środowisku?

A powiem wam, że z „Krasnalami” miałem wiele ciekawych i nieoczywistych przygód. I tak na przykład: podczas konferencji Grupy ITI (TVN, Onet, Multikino) Marek Konrad przeczytał fragment książki, a ja prowadziłem swój wykład. Innym razem, z firmą Bayer wyruszyliśmy na tygodniowy wyjazd do Maroka, gdzie na podstawie fabuły prowadzone było szkolenie z twórczego myślenia (zobaczcie tych ludzi w czapeczkach).

Netia zakupiła prawa do książki i wydrukowała ją wraz z symbolami wartości swojej organizacji, a na zlecenie PZU wydałem „Krasnale” z nowym, dodatkowym rozdziałem pt. „Krasnale w świecie ubezpieczeń”.

Jak widać, pojawiło się kilka zaskakujących zdarzeń. Ale czy zawsze szło jak po maśle? Oczywiście nie. Były nieporozumienia. Okazało się, że dla niektórych było nie do przyjęcia czytanie bajki w firmowym garniturze. No cóż, z gustami się nie dyskutuje. 

Innym razem jedne z uczestników szkolenia, który jednocześnie brał udział w kursie terapeutycznym zakupił kilka egzemplarzy, potem rozdał w je w tym środowisku, które orzekło – „To płytkie!”

Ale na całe szczęście pojawiały się takie opinie:

Marcin Rotkiewicz „Polityka”: 

„Proszę się nie bać. Tytułowe krasnale to nie jest zapowiedź infantylnej bajki dla dorosłych. To poważny opis procesu kreatywnego myślenia; zasad, w oparciu o które pracują twórcze zespoły; wskazówek, jak dokonywać zmian w organizacji i jak reaguje na nie człowiek. Tyle że opis ujęty w bardzo atrakcyjnej formie – po to właśnie, by uprzyjemnić lekturę, pojawiły się krasnale. Gorąco polecam”.

Dr Marek Drogosz, Uniwersytet SWPS:

„Krasnale – wspaniała opowieść dla wszystkich, w każdym wieku! O upadkach i wzlotach, trudach wspólnych przedsięwzięć i ich pokonywaniu, o potrzebie kreatywności, która może być lekarstwem na zniechęcenie… Marek Stączek zgrabnie ujmuje obszerną wiedzę psychologiczną – nie tylko dotyczącą kreatywności, ale także narracji, emocji, komunikacji, pracy w zespole – w zwięzłą i prostą historię”.

A podczas prowadzonych warsztatów padały miłe i motywujące komentarze, bo oto okazało się ktoś przeczytał całą historie swojemu dziecku, innym razem matka pewnego uczestnika (80 letnia kobieta) przejrzała całość i krótko skwitowała – „wreszcie, ktoś napisał najprawdziwszą prawdę”. A było też i tak – nie wiem czy dacie temu wiarę, że polski wywiad, dla kilku grup swoich pracowników zamówił warsztaty z tego zakresu. 

Sama książka doczekała się XII wydań i rozeszła się po świecie w liczbie 26 000 egzemplarzy, co dla mnie jest wynikiem zaskakującym. Zaskakującym dlatego, że jeśli weźmiemy pod uwagę dwie kwestie, to trudno się temu nie dziwić.
Kwestia pierwsza – uprawiam self-publishing. Druga – w naszym kraju książkowy bestseller to tytuł, który osiąga sprzedaż 10 000 egzemplarzy, Krasnale pobiły do znakomicie. 

No, ale dlaczego self-publishing? Cóż, dawno temu poznałem wilcze prawa rynku wydawniczego, gdzie – mówiąc oględnie – pozycja autora przypomina położenie feudalnego chłopa i dlatego tak zdecydowałem, a robiąc wszystko własnym sumptem, jesteś zdany na… (tak, tak, już podejrzewacie) na siebie.

Ale nie mam co narzekać, rok temu tytułowe krasnale zaczęły mówić w języku Cervantesa i pojawiły się na rynku hiszpańskojęzycznym, a wcześniej w języku angielskim i ukraińskim. 

Dla zainteresowanych – tak wyglądał początkowy pomysł. Wtedy byłem pod urokiem książki Spencera Johnsona pt. „Kto zabrał mój ser?” i pomyślałem: „Niektóre rzeczy pominął. Można to zrobić lepiej”. Czy mi się udało? Ocena należy do sędziego ostatecznego – czytelnika. 

Pierwsze wydanie pojawiło się w 2007 roku, na kilka miesięcy przed wybuchem wielkiego kryzysu. I pewnie mi nie uwierzycie, ale właśnie w tym okresie rozpoczęliśmy prowadzenie szkoleń z zakresu „Zarządzenie zmianą w organizacji” i dość często spotykaliśmy się z zarzutem: „To bardzo akademicki temat”. Cóż, w relatywnie krótkim czasie doszło do upadku wielu firm, co zainicjowało nerwowe akcje ratunkowe. Pospiesznie dokapitalizowano największe banki Stanów Zjednoczonych (m.in. Merrill Lynch, Goldman Sachs, Morgan Stanley, Lehman Brothers, Citigroup), aby uniknąć efektu domina.

Od tego momentu nikt już nie twierdził, że „zmiana to mało praktyczny temat”, a jałowe spory o konieczność myślenia w tym zakresie jakoś ustały. Tempo, rozległość i dynamika zmian sprawiły, że takie wypowiedzi stały się – mówiąc oględnie – archaiczne, blade i pozbawione realizmu, a pojęcie „zmiana” stało się podstawowym elementem naszego „tu i teraz”.

George Soros, komentując w 2009 roku skutki wielkiego kryzysu, powiedział: „Skończyła się jakaś epoka i nie ma do niej powrotu. Kto liczy, że dawne czasy wrócą, ten się rozczaruje. Czeka nas coś nowego”. Zapewne nie wiedział wtedy, jak bardzo miał rację, patrząc na to wszystko z perspektywy 2026 roku.

Oczywiście temat „zmiany” obecny jest w myśleniu człowieka od dawien dawna. Wystarczy przypomnieć jedno z najstarszych dzieł literackich – „Metamorfozy” (czyli „Przemiany”), ale w naszych czasach mamy do czynienia z przyspieszeniem, którego trudno nie zauważyć i z którym trzeba się zmierzyć.

Początkowo w książce (w pierwszych dziewięciu wydaniach) najwięcej miejsca poświęciłem właśnie temu zjawisku, ale czytelnicy słusznie zauważyli, że „w tytule jest również zapowiedź kreatywności” i to był impuls, by poszerzyć zakres myślenia oraz dopisać kolejną część.

Pojawiła się – nomen omen – Sofia, mądra ciocia głównego bohatera, sir Fobosa. Postać, która intensywnie zaczęła uczyć swojego bratanka twórczego myślenia. A ten, pod jej opiekuńczym i wymagającym okiem, poznawał kluczowe etapy procesu twórczego myślenia, by następnie zamknąć swoje subiektywne odkrycia w koncepcji nazwanej „Złote W”. Później, wraz z przyjaciółmi (sir Output i sir Betonk), pogłębiali zrozumienie techniki kreatywnego myślenia „przez analogię”.

W ten sposób bohaterowie uczyli się, jak uniknąć wpłynięcia na mieliznę, jaką jest pojmowanie kreatywności wyłącznie przez pryzmat szkoleń z lepienia czekoladowych dzbanków, kolorowych wyklejanek, czy budowli ze słomek. Zamiast tego intensywnie ćwiczyli technikę „Analiza i Synteza”, którą uczestnicy naszych warsztatów przekładają później na własne realia i z reguły (właśnie wtedy) rodzą się zaskakująco świeże pomysły i praktyczne rozwiązania.

„A/S” to mój pomysł, będący odpowiedzią na jałowe i często męczące sesje tzw. „burzy mózgów”, podczas których uczestnicy siadają przed pustą kartką, a prowadzący mówi: „Nie ograniczajmy się niczym – podawajcie pomysły”. Zapada cisza, potem padają idee, którym towarzyszy poczucie brnięcia w jałową matnię. Z reguły efektem takich spotkań jest niewiele realnych rozwiązań.

Technika „A/S” działa odwrotnie. Wychodzę z założenia, że hasło „nie ograniczajmy się niczym” jest zwodnicze i bardzo mylące. A trzeba zrobić coś innego – jasno zarysować strukturę, która dopiero wtedy uwalnia twórcze myślenie. Z tego podejścia korzystam od lat podczas sesji kreatywnych, pamiętając o trafnej myśli Abrahama Maslowa: „Pierwszorzędna zupa wymaga więcej artyzmu niż drugorzędny obraz”.

W odpowiedzi na nowe propozycje pojawiały się opinie:

„Szkolenie z zakresu twórczego myślenia było dla mnie bardzo ciekawe. Uświadomiło mi, czym tak naprawdę jest kreatywność, a także to, że część z tych rzeczy już realizuję, ale można to robić lepiej, bardziej świadomie i planowo. Prowadzący – jak zwykle w formie” – dr hab. n. med. Maciej Kostrubiec, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

„45 nowych rozwiązań! To był efekt pierwszego etapu projektu rozwoju kreatywności i przedsiębiorczości w organizacji realizowanego na podstawie książki pt.: Krasnale – rzecz o kreatywności i zamianie” – Dr Paweł Łupiński, Director Business Unit General Medicine, Bayer Schering Pharma.

Dziś w książce uzyskałem równowagę między „zmianą” a „kreatywnością” – dwiema siłami, które nieustannie na siebie oddziałują.

Na koniec dodam jeszcze, że do tematu twórczego myślenia podszedłem po raz drugi, tym razem w ujęciu storytellingowym. Stało się to za sprawą projektu szkoleniowego – „Szkoła Mówcy”, realizowanego w prestiżowej agencji reklamowej Havas. 

Tam usłyszałem wiele ciekawych historii o: procesie kreatywnym

posłuchaj, o twórczym impasie, radzeniu sobie z krytyką pomysłów itd. I z tego materiału powstała książka pt. „Speed dating z kreatywnością. Historie, jakie opowiedzieli mi w Havas”.

 

Dla zainteresowanych – fragment audiobooka (sponsor: Audioteka.pl).
Link: posłuchaj… https://audioteka.com/pl/audiobook/speed-dating-z-kreatywnoscia/

PS. Na koniec znak (znaczek?) czasu. Wrzuciłem powyższy tekst do AI z prośba o przerobienie go na wiersz. Poniżej, wersja dla tych, bardziej lirycznie nastawionych do świata 😉 

Krasnale

Pisałem o krasnalach,
choć myślałem o ludziach.
Nie po to, by ich zmniejszyć,
lecz by zobaczyć wyraźniej
to, co zbyt bliskie,
by nazwać wprost.

Bo czasem
trzeba odejść w bok,
w las metafory,
w świat pozornie prostszy,
aby zobaczyć
jak działa władza,
jak rodzi się strach,
jak zmiana puka do drzwi
zanim je wyważy.

To stary zabieg —
zwierzęta Orwella,
bogowie Owidiusza,
maski, przypowieści, alegorie.
Człowiek od zawsze
opowiada o sobie
cudzym głosem.

Zmiana
nie pyta o zgodę.
Przychodzi szybciej,
niż zdążymy ją zrozumieć.
A kreatywność
nie jest fajerwerkiem,
lecz odpowiedzią —
czasem cichą,
czasem mozolną,
zawsze konieczną.

Jedna bez drugiej
prowadzi donikąd:
zmiana bez myślenia
jest chaosem,
kreatywność bez zmiany —
ozdobą bez sensu.

Dlatego krasnale
uczą się nie krzyczeć pomysłami,
lecz je budować.
Nie lepią dzbanków z czekolady,
nie układają słomek w kształt przyszłości.
Analizują.
Składają całość z części.
Szukają analogii,
bo świat lubi powtarzać się
w nowych kostiumach.

Twórczość nie rodzi się z pustki.
Potrzebuje ram,
jak rzeka potrzebuje brzegów,
by nie rozlać się w bezkształtną plamę.

I tak bajka
przestaje być bajką.
Staje się lustrem.
Nie pokazuje krasnali —
pokazuje nas.

A jeśli śmieszy,
to tylko dlatego,
że rozpoznajemy siebie
w zbyt małej czapce.