Narodowa bitwa o „Lalkę” 

Pieniądze otwierają drzwi, ale nie serce.

Każdy czuje się w obowiązku, by wypowiedzieć swoje zdanie o netflixowej Lalka, więc przywołując pyszne zdanie Lecha Wałęsy, który w rozmowie z dziennikarką powiedział: „Na to pytanie odpowiem pani wymijająco wprost”. Więc dziś ja … wprost, ale wymijająco. 

Pewnie to znacie… 

Stoją dwie kozy i jedzą taśmę filmową, gdy jedna mówi: „Dobry film”, na co ta druga odpowiada: „Ale książka była lepsza”.

Film mi się podobał, ale wcale nie dlatego, że książki nie znam. Owszem, nie czytałem jej w szkole, na studiach, teraz też nie przeczytałem, ale treść Lalki znam dość dobrze i sądzę warto od Prusa wziąć kilka spostrzeżeń: 

  1. Obserwację dotyczącą funkcji pieniądza, który staje się czymś więcej niż zwykły środek płatniczy. A jak podają badacze, analiza frekwencyjna wskazuje, że pojęcie „pieniądz” pojawia się na kartach Lalki 850 razy. Główny bohater? 
  1. Ciekawy obraz grupy społecznej, która traci dochody (zniesienie pańszczyzny) i systemowo usuwa się jej grunt spod nóg, a jej członkowie nie potrafią: a) zmienić swojego dotychczasowego stylu życia, b) znaleźć sposobu na „przekwalifikowanie”. Słowem, nadeszło AI i…? No, bo jak to, nie mogę wyjść na lunch na miasto? Sushi, ja tak lubię sushi. A rano, w drodze do pracy obowiązkowe espresso w Green Caffe Nero. Jak już pewnie czujecie, świetny temat z zakresu: zarządzanie zmianą osobistą plus – rozwijania zdolności w zakresie kreatywnego myślenia. 
  1. Faktyczna rola/sens: przedsiębiorczości, czy sprawczości. Owszem, Wokulski sprawnie wspina się w strukturze społecznej i to już coś! Ale, niemożność ludzi z Powiśla przygnębia, napawa zwątpieniem i rodzi współczucie. Czyli, na nowo wraca do nas odwieczne pytanie, na ile człowiek jest kowalem swojego losu, bo ci z Powiśla powiedzą nam: „Tak, oczywiście że jest, ale pod warunkiem, że odziedziczy po ojcu wielką kuźnię”. 

Przypomnijmy, Wokulski poznaje swojego „anioła biznesu”, który do niego przychodzi w postaci starszej wdowy – Małgorzaty Minclowej. Kobiety, która jest w posiadaniu majątku budowanego na przestrzeni dwóch pokoleń warszawskich kupców. 

  1. Temat, który jakiś czas temu był żywy w naszym biznesowym środowisku – „marka osobista”, a tu aż się prosi, by rozwinąć temat – „jak to Aleksander Głowacki ukrył się za Bolesławem Prusem”. Drugiego lubię, pierwszy budzi we mnie – mówiąc oględnie – mieszane uczucia. Bo, pamiętamy: mówimy, piszemy o tym pierwszym. Pierwszemu, na nagrobku napisaliśmy „Serce serc”, ale, ale… naprawdę? Jego żona by się pod tym podpisała, lub owa młoda kobieta, którą zostawił słysząc: „Aleks, mam ci coś ważnego do powiedzenia – jest w ciąży”? 
  1. Rola środowiska społecznego – Warszawa: marazm, niepodzielenie królujący poziom średni i to wieczne ciułanie. Paryż: tu aż kipi od inicjatywy, twórczego podejścia do życia, pomysłów, jednak… Prus mówi – „dżungla, pracują po 16 godzin, wygrywa najlepszy, reszta ginie. Najlepszy płodzi podobnego sobie i tak to się kręci, żadnego work-life balance”. 
  1. Relacje. Jeżeli z pamięci zaczniemy przywoływać kolejnych bohaterów Lalki: Rzecki – wieczny kawaler, Wokulski – nieszczęśliwie zakochany wdowiec, Łęcka – panna na wydaniu (której akcje lecą na łeb na szyję), Starski – kawaler/lowelas, Wąsowska – polująca/głodna wrażeń bogata wdowa, doktor Szuman – wdowiec po próbie samobójczej, baron i baronowa Krzeszowscy – para tocząca z sobą wieczne potyczki i wojny, itd., itd. Jak widać, zarysowana panorama jest dość posępna i pesymistyczna. Prus pokazuje – relacje nie są czymś łatwym. Cóż, pewnie poznał to bardzo boleśnie z obserwacji życia. Więc…: prawda czy fałsz?
  1. Nasze położenie. W czasach Prusa obowiązywały dwa kalendarze, dwa systemy mierzenia czasu: kalendarz juliański (Imperium Rosyjskiego) oraz kalendarz gregoriański (zachodni świat), dlatego też stosowano dwudatowanie. 

Sama Warszawa funkcjonowała jak osobliwy „styk”, np. pociągi z Rosji dojeżdżały do dworca Petersburskiego (Dworzec Wileński), pasażerowie, którzy chcieli ruszyć na zachód, przesiadali się na tramwaj konny jadący na dworzec Wiedeński (dziś Metro Centrum). Jak więc widać, Warszawa, która od wieków jest pomiędzy, w owym czasie była przesunięta na wschód – więcej, zagarnięta przez wschód! Prus zręcznie sobie z tym poradził i wygumkował obecność Rosji z kart swojej powieści. My dziś, sadząc palmy na lewobrzeżnej stronie Warszawy, z całych sił ciśniemy w stronę zachodu, mówiąc, że jeżeli nie do Unii, to „kuda”?

I to tyle refleksji, a poza tym wszystkim w treści wielkie tematy: miłość, przyjaźń, los i historia. Podsumowując, warto – dobry film, ale… książka była lepsza.

PS. Początkowa fraza zaczerpnięta z gawęd profesora R. Koziołka. Autorka rysunku: Marta Frej.

Powyższy tekst zamieściłem na moim profilu LI i w jednym komentarzu dostałem: 

„Teza «znam treść» w połączeniu z wyznaniem «nie czytałem» jest iście akrobatyczna ;-)”. Cóż, akrobatyczna i prawdziwa jednocześnie. Możliwe? Ależ owszem. Odkąd siebie pamiętam, zawsze miałem problem z przebijaniem się przez tekst. Czytaniem – jestem audiobookowym audiofilem. Tak, tak, pomimo że jesteśmy w erze „po piśmie”. Wiem, wiem, Dukaj w grobie się przewraca.