Obawa i okazja. Te dwa impulsy skłoniły mnie by napisać książkę pt. „Trema. Ponad 102 pomysły na tremę”. Bałem się, że zgromadzony materiał gdzieś uleci, a rozproszone w różnych miejscach przemyślenia z tego zakresu mogą nigdy się nie spotkać w jednym miejscu.
A czasem nadarza się okazja, by je zebrać i tak właśnie było w tej sytuacji. W styczniu 2025 roku moja żona Małgosia rozpoczęła półroczne stypendium Fulbrighta na uniwersytecie w Chicago i pojechałem razem z nią do USA.
FOTO 1i2
Dodam, pojechałem zupełnie nieświadomy srogości zimy, jaka występuje w tym mieście, gdzie odczuwalna temperatura spada niżej -30´C! Więc co było robić? Rano wsiadaliśmy do metra, odwoziłem ją na uczelnię, a potem, wracając, zatrzymywałem się w downtown, gdzie po pustych ulicach Wietrznego Miasta szalał mroźny wiatr. Krążyłem po ulicach, starając się coś zobaczyć, ale po dwóch godzinach poddawałem się i zmarznięty wracałem do ciepłego mieszkania. Wtedy to narodziła się myśl, że trzeba wykorzystać okazję i zacząłem pisać.
FOTO 3,4,
Wiedziałem, że mam wiele ciekawych spostrzeżeń związanych ze spotkaniami z ludźmi, których przygotowywałem do wystąpień TED, konferencji organizowanych w korporacjach oraz obserwacji związanych z prowadzeniem warsztatów z prezentacji, czy storytellingu. A tam zawsze, jakby obowiązkowo, ów temat wychylał głowę i domagał się, by poświęcić mu uwagę. Właśnie w czasie tych rozmów pojawiały się ciekawe rozwiązania, jak radzić sobie z tremą.
Foto 5
Dla przykładu:
Podczas jednego ze spotkań, pani, która zawodowo żyje z wystąpień publicznych prowadzonych online, podała swój pomysł:
– Dwadzieścia minut przed moim wystąpieniem, gdy sprzęt mam już przygotowany, w moim mieszkaniu puszczam głośną, energetyczną muzykę. Chodzę, tańczę i nucę moje ulubione piosenki. Wprowadzam się w dobry nastrój. Dziesięć minut przed prezentacją wskakuję pod prysznic, potem suszę się, siadam przed monitorem i z dobrą energią rozpoczynam swoje wystąpienie.
Podczas innego warsztatu szkoleniowego pojawił się taki pomysł:
– Przed prezentacją, żeby się nie wkręcić w negatywny wir, potrzebuję jakoś się oderwać, więc zaczynam przeglądać w smartfonie zdjęcia z ostatnich wyjazdów, wakacji i spotkań i wtedy „przenoszę się” w te miejsca. Zaczynam sobie przypominać, jak to było. A potem biorę oddech i sam do siebie mówię: „Ruszam do boju o te przyszłe wyjazdy i spotkania! To czas walki o moje dobra!”
A innym razem znajoma powiedziała mi:
– W którymś momencie mojej aktywności zdałam sobie sprawę, że mam coś ciekawego i ważnego do powiedzenia publiczności, ale blokuje mnie strach. Uświadomiłam sobie, że jeżeli pójdę za jego głosem, to ulegnę i w efekcie porzucę to, co dla mnie ważne. Coś, czym chcę się dzielić z innymi. Strach stał się przeszkodą na mojej drodze. Zaczęłam szukać sposobu i po pewnym czasie opracowałam coś takiego:
Wyobraź sobie, że wychodząc na scenę, zakładam taką „niewidzialną pelerynę Superwomen”, na której napisana jest myśl, jaką chcę się podzielić z publicznością. Tak więc zakładam ją na siebie i mówię: „Nie jesteś już małą Iwonką, która się boi. Nie! Teraz jesteś dobrze przygotowaną Iwoną, która jest w tej pelerynie. Teraz masz siłę do tego, żeby podzielić się ciekawym przesłaniem.”
Staję wtedy mocno na dwóch nogach, oddycham i czuję, jak nabieram energii, a niewidzialna peleryna dodaje mi siły i chroni mnie przed strachem.
I tak gromadziłem i układałem praktyczne pomysły, łączyłem je w rozdziały i podrozdziały.
A tak wyglądały pierwsze notatki.
Foto 6
Powrócę jeszcze do wątku dotyczącego zbierania materiału.
Oczywiście były to też sytuacje doradcze – przygotowanie moich klientów do ważnego wystąpienia.
Jak pewnie podejrzewasz, taka sytuacja jest ciekawa, bo przez chwilę (dwie, trzy sesje) spotykasz kogoś, kto po pierwsze – stoi przed ważnym zadaniem, po drugie – ma wyraźne poczucie, że rozmiar tego przedsięwzięcia go przerasta, więc po trzecie – sięga po pomoc. I tu pojawiam się ja.
W takiej konfiguracji rodzi się jakieś zaufanie i pewna otwartość, a zaangażowanie dwóch stron w efekcie przynosi: dobrą mowę oraz stan, w którym klient czuje, że jest przygotowany do publicznego wyzwania. Z takich właśnie sytuacji czerpałem wiele inspiracji, choćby taką, posłuchajcie…
O pani, która była dwie proste przede mną lub „szach mat dla krytykanta”
To było spotkanie, które nie trafia się często, kiedy to podczas sesji masz nieodparte wrażenie, że Twój rozmówca jest dwie proste przed Tobą. Otóż pracowałem nad treścią wystąpienia pani, która reprezentowała świat IT. Z tego, co mi powiedziała, wynikało, że dobrze zna swoją publiczność oraz sposób, w jaki reaguje:
– Są niezwykle krytyczni, ale niestety, często jest to jałowe i zupełnie niemerytoryczne. W efekcie nic z tego nie wynika, a pochłania wiele energii. Dlatego też przygotowałam odpowiedni wstęp. Jako, że mam mówić o nowej koncepcji zarządzania ryzykiem i całość pomysłu oparta jest na dość skomplikowanym modelu matematycznym, pomyślałam, że na początku mojego wystąpienia pojawi się hasło: „Prawo do zadawania pytań uzyskuje…”, a potem treść zadania matematycznego, które w porównaniu z modelem, o jakim będę mówiła, jest dość proste. Gdy pojawi się ten slajd powiem:
„Dzień dobry! Dziś, podczas naszego spotkania, nie będzie darmowych pytań. Prawo do pytania kupują tylko ci, którzy rozwiążą zadanie. Daję Wam 2 minuty. Dodam, że to zadanie w porównaniu z konceptem, który za chwilę przedstawię, jest błahe. Tak uporządkujemy sobie spotkanie, by było merytoryczne i sprawnie poprowadzone, bo przecież wszyscy narzekamy na brak czasu”.
I tu skończyła swoją relację, a ja pomyślałem: Tak, tak, sprytne. To będzie szach mat dla krytykanta…, gdy nieoczekiwanie wyrwała mnie do tablicy pytaniem:
– No i jak Panie Marku, co Pan myśli o takim rozpoczęciu prezentacji?
Nie było sensu odpowiadać. Przecież widziałem… była o dwie proste przede mną.
Foto 7
Jak widzicie, czerpałem z życia, dlatego przewracając kartki tej książki, często natkniecie się na zwrot: „podczas szkolenia pewien uczestnik powiedział…” lub „przypominam sobie sytuację, gdy pracowaliśmy nad wystąpieniem i…”. Za każdym razem zapraszam czytelnika w różne miejsca i rożne sytuacje, a czasami będzie tak, że…
Było to lata temu. Korporacja telekomunikacyjna. W trakcie warsztatu jeden z uczestników opowiedział historię:
– Prezentowaliśmy przed Zarządem. Na środek wyszedł ostatni z mówiących, a któryś z członków Zarządu orientując się, że ten nie będzie korzystał ze slajdów, aby się upewnić, zapytał:
– Ty bez prezentacji PowerPoint?
– Tak – potwierdził zapytany – będzie bez slajdów.
Na co pytający wyciągnął kabel HDMI od laptopa i automatycznie rzutnik wyemitował komunikat „no signal”.
Niestety, ów napis „brak sygnału” wylądował w centralnym miejscu, tzn. na czole prezentującego. A ten, nieświadomy swojego położenia, z wielkim zaangażowaniem, przez następne dziesięć minut perorował na środku z napisem, który gładziutko wyświetla się na jego czole. Oczywiście nie muszę dodawać, że nikt ze słuchaczy nie oszczędził prowadzącego i nikt nie powiedział mu o tajemniczym przesłaniu wyrytym na jego główce.
Foto 8
Czyli i takie sytuacje spotkacie na stronach tej książki.
Chciałbym jednak zaznaczyć, że zabierając się za taki temat, nie należy korzystać z jednego źródła, czyli jak w mojej sytuacji doświadczenia zawodowego. Nie można, bo w ten sposób zawęzimy pole poszukiwań. Istnieje przecież kilka bardzo ciekawych przestrzeni, które pozwalają nam na znalezienie praktycznych pomysłów dotyczących radzenia sobie z tremą. Wystarczy tylko popatrzeć w stronę obszaru terapii, która zajmuje się pomocą w radzeniu sobie z lękiem (źródło nr 2) lub sięgnąć do literatury naukowej z obszaru badań zajmujących się tremą (źródło nr 3), czy też do dziedzin pokrewnych: teatru, sceny muzycznej (źródło nr 4). Tam ludzie też występują na forum, przedstawiają, prezentują i w tych miejscach również opracowano rozwiązania, jak sobie radzić z tremą. Z tych dodatkowych źródeł (w miarę możliwości) staram się korzystać. Dodam tylko, że wiele w zakresie korzystania ze źródeł 2 i 3 ułatwiła mi książka pt. „Metody redukcji lęku przed wystąpieniami publicznymi” Dariusza Drążkowskiego.
Tyle w temacie obaw, okazji i sposobu zbierania materiału. A teraz coś o moim zamierzeniu.
Foto 9 – Potęga ulotnych słów
Kiedyś, po napisaniu książki „Potęga ulotnych słów. Fenomen komunikacyjny Zełenskiego”, poprosiłem znajomą, prezes dużej firmy hi-tech o kilka zdań komentarza. Ta w odpowiedzi lekko się skrzywiła i przepraszająco powiedziała:
– Wiesz Marek, ja nie lubię książek biznesowych.
Oczywiście przeczuwałem, co ma na myśli, ale chcąc się upewnić, dopytałem. Moja intuicja potwierdziła się, bo powiedziała:
– Wiesz, bardzo często książki te są schematyczne, czasami boleśnie upraszczają, że aż mnie odrzuca od takiej literatury.
Cóż, miałem podobną opinię. Mnie też udzielała się irytacja, czytając podręcznikowe uproszenia rzeczywistości połączone z dobrym samopoczuciem autora. Oczywiście, książki poradnikowe zaczynające się od okolicznika „jak” („Jak mówić, by nas słuchano”, „Jak skutecznie sprzedawać”, „Jak schudnąć”, „Jak zapanować nad depresją”), sugerując nam, że każdy i wszędzie może pokonać i zdobyć wszystko! A podtrzymując tę jasną tezę, upraszczają nieznośnie i nieuchronnie wpadały w objęcia koszmarnego rodzeństwa – infantylności i banału.
Dlatego postawiłem sobie cel troszkę ambitniejszy, bo nasz temat, jakby go nie nazwać – strachu, czy lęku, którego doświadczają ludzie – jest ważnym zjawiskiem, które wymaga odpowiedniego ujęcia, a na pewno głębszego potraktowania. Oczywiście koncentruję się na dość określonym lęku, który jest związany z sytuacją wystąpienia przed większą czy mniejszą grupą ludzi, ale… istota pozostaje ta sama.
Jak więc widzicie, temat nie lada, zagadnienie klasyczne, coś, co wymaga ciekawego i głębszego potraktowania.
Czy mi się udało? Ocenę wyda sędzia ostateczny – Czytelnik.
A wracając do mojej znajomej, powiem tak:
Oczywiście, że literatura biznesowa, czy poradnikowa, to nie literatura piękna, ale nie oznacza to, że z definicji musi być… brzydka.
Cały materiał został zebrany i w grudniu 2025 roku całość była gotowa, przyszedł czas na skład, opracowanie filmów do książki, a w tym czasie w Chicago, przy Jefferson Park było już pewnie na minusie.
Foto 10
PS. Z materiału powstał też praktyczny warsztat szkoleniowy, który służy wsparciem w zakresie radzenia sobie z tremą.
